Nostalgiczne tytuły

Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Klątwa Doliny Węży

KLĄTWA DOLINY WĘŻY

 

 

Pogranicze laotańsko-wietnamskie, listopad 1954. Na skraju dżungli ląduje ostrzelany przez partyzantów helikopter. Pilot Bernard Traven, poszukując wody, trafia do buddyjskiej świątyni, skąd rabuje drogocenną szkatułkę. Mnich rzuca klątwę... Sorbona, trzydzieści lat później. Wykład prowadzi Jan Tarnas, specjalista od starych tajskich rękopisów. Nieoczekiwanie pojawia się Traven prosząc profesora o rozszyfrowanie manuskryptu z tajskiej szkatuły. Podczas jego rozcinania w laboratorium nieoczekiwanie gaśnie światło i pojawiają się węże. Ich ofiarą pada monter reperujący oświetlenie. Przybywa policja, a wkrótce potem dziennikarka Christine Jaubert z redakcji "France Soir". Badając okoliczności śmierci poznaje Tarnasa. W willi Travena Tarnas z gospodarzem odczytują kartkę z manuskryptu. Ich ciekawość budzi przestroga przed "khumanem" - tajemniczym niebezpieczeństwem. Ponownie pojawia się jadowity wąż...

 

 

 

"Źródło potęgi i mocy w dolinie tysiąca węży. I że mnie ponoć zabity przez moich strażników, Ty - Dobro Zły - idź. Płaski kamień, głowa węża. Ruszaj, nie ruszaj. Trzy razy Khuman. Wielki skarb i straszny mrok. Zapanujesz nad światem jeśli wyzwolisz potęgę i moc - Dobry, Zły - zginiesz. W znaczeniu poznania, nowe życie...."

 

 

 

Jeśli zrozumieliście te słowa pochodzące z tajemniczego transkryptu to zrozumiecie sens powstania tego całego przygodowego horroru.

Hmmm .... jeśli ten film zaklasyfikowano między innymi do horrorów to ten kto dokonał tej klasyfikacji nigdy wcześniej horrorów nie oglądał. Film produkcji polsko-radzieckiej, który miał być polską odpowiedzią na amerykańskiego Indianę Jones'a. Chociaż reżyser filmu, Marek Piestrak kategorycznie temu zaprzecza.

"Zamiar zrobienia tego filmu narodził się jeszcze przed Indianą Jonesem. Chciałem to nakręcić dwa lata wcześniej, zanim tamten trafił na ekrany". Reżyser spóźnił się niestety o dwa lata. "Stanąłem przed wyborem : robić czy nie robić. Wiedziałm że "Poszukiwaczy zaginionej arki" nie przeskoczymy w rozmachu realizacyjnym, we wspaniałej inscenizacji... Ale scenariusz był gotowy, umowy z kontrahentami z Wietnamu i Estonii zawierane. Wszyscy mnie namawiali, żeby ten film zrobić. W takich warunkach, jakie były - trochę siermiężnych - duży przygodowy film powstał".

 

 

 

No cóż - byłbym skłonny jak i wiele innych osób w internecie - polemizować ze stwierdzeniem "duży przygodowy film". Wszak przecież reżyser Marek Piestrak uważany jest za polskiego Eda Wooda (najgorzego reżysera wszechczasów), którego filmy trącą kiczem na dużą odległość. Jednak "Klątwa doliny węży" coś w sobie ma ... skoro wiele ludzi już ją obejrzało i wiele z nich świetnie się bawiło. Nie wiadomo co do tego się przyczyniło : czy "ambitne" dialogi, czy aktorstwo, a może efekty specjalne rodem z rosyjskiego bazaru (chyba tam kupione) ?

 

 

 

Wśród tych efektów specjalnych znalazło się miejsce dla smoka z tektury, bulwiastego kosmitę ze świecącą kulą na czole (żarówki nie były drogie) czy nieprecyzyjne nałożone lasery. 

"Zdjęcia trickowe wyszły tak, jak wyszły, nie było mowy o komputerach czy innych środkach, którymi obecnie dysponuje kinematografia. Nie zawsze te lasery wychodzą prosto z oczu bogów, ale jakoś to wtedy zostało przełknięte. Teraz pewnie ludzie się śmieją, ale najważniejsze, żeby ten film nadal jakoś istniał" - mówi Marek Piestrak. 

Film oczywiście istnieje i co ciekawe cały czas ludzie go chcą oglądać.

 

 

 

Porównując film do filmu Spielberga warto też wspomnieć scenę z mostem wiszącym nad przepaścią (zapewne większość z Was wie gdzie Spielberg wykorzystał tę scenę). Reżyser wyjaśnia "Robiliśmy ją na pograniczu absolutnego ryzyka. Ten mostek naprawdę tak wyglądał, jak wygląda na filmie. Ekipa trzymała się tych szczebli, poręczy i lian, aktorka wisiała nad tą rzeką - wprawdzie w jakiejś konstrukcji, którą przygotował nasz kaskade - ale rzeczywiście na rękach, mogła spaść ... Mieliśmy kilka godzin. Potem dowiedzieliśmy się, że podobną scenę u Spielberga kręcono dwa tygodnie na mostku zbudowanym na hali z kaskaderami i tak dalej ... Może tamta scena wyszła lepiej. Ale nasza była kręcona z narażeniem życia przez całą ekipę".

Scena z mostem do obejrzenia w dziale "Multimedia".