Karate po polsku: Edward Żentara i Michał Anioł

Do mazurskiego miasteczka przyjeżdżają dwaj plastycy – Piotr i Michał. Wkrótce dołącza do nich piękna dziewczyna. Ich swoboda, niezależność i odmienny sposób życia szybko drażnią miejscowych chuliganów, którym przewodzi Roman. Konflikt wydaje się nieunikniony...

Tytuł filmu, czyli drzazgi w d...pie

Mało kto wie, że film pierwotnie miał nosić tytuł „Drzazgi”. Zmianę wymusił na reżyserze, Wojciechu Wójciku, inny znany reżyser – Jerzy Hoffman, który był wówczas szefem zespołu filmowego „Zodiak” i dobrym znajomym Wójcika. Gdy usłyszał tę propozycję, skwitował krótko: „Drzazgi to możesz sobie w d..pę wsadzić”.

Karate po polsku: piękni panowie i jeszcze piękniejsza dziewczyna

Ostatecznie, tuż przed premierą, zdecydowano się na tytuł bardziej chwytliwy i łatwiejszy do sprzedaży. Po sukcesie „Wejścia smoka” polska publiczność dosłownie oszalała na punkcie Bruce'a Lee. Nic więc dziwnego, że nowy tytuł miał od razu przywoływać skojarzenia z filmami kung-fu.

Mniej karate, więcej przesłania

Choć w tytule pojawia się „karate”, a jeden z bohaterów rzeczywiście posiadł tę sztukę walki, to ci, którzy spodziewali się, że trup będzie padał gęsto jak w filmach z Brucem, mogli się rozczarować. W rzeczywistości był to film o sprzeciwie wobec braku tolerancji i przemocy – wobec ludzi, którzy sztuki walki sprowadzają wyłącznie do brutalnej siły, zapominając o ich filozofii.

Malownicze plenery filmowe

Zdjęcia realizowano na Podlasiu i Mazurach, m.in. we wsiach Studzieniczna (dziś część Augustowa), Stare Juchy, Sikory Juskie, Malinówka Wielka oraz na jeziorze Łaśmiady. Naturalne plenery nadały filmowi wyjątkowy klimat i autentyczność. To nie były anonimowe dekoracje, lecz miejsca dobrze znane wielu widzom z wakacyjnych wyjazdów.

Karate po polsku: kadr z filmu

Praca na planie

Obsada filmu prezentowała się znakomicie. Na ekranie pojawili się Edward Żentara, Michał Anioł, Dorota Kamińska, Zbigniew Buczkowski, Jerzy Trela, Franciszek Trzeciak oraz mieszkańcy okolicy, którzy wystąpili jako statyści i do dziś wspominają pracę przy filmie z sentymentem.

Zbigniew Buczkowski w rozmowie z Bogumiłem Osińskim wspominał: „Kiedy Wojtek zaproponował mi rolę Romana, szczerze odpowiedziałem, że wolałbym wcielić się w inną postać. Na co reżyser: ‘Zbyszku, ja cię bardzo proszę, nikt tak nie zagra, jak ty’. Dziś tego nie żałuję. Miałem wolną rękę w budowaniu postaci i w podpowiadaniu rozwiązań aktorskich”.

Karate po polsku: zadyma pod kioskiem Ruch-u

Sam reżyser miał partnerskie podejście do ekipy filmowej – codziennie po zdjęciach spotykał się z aktorami i operatorem, by omawiać sceny przewidziane na kolejny dzień. Był otwarty na wszelkie pomysły. Jednym z nich była propozycja Buczkowskiego, aby w scenie przyłożenia noża do szyi Doroty Kamińskiej zastąpić go brzytwą, która robiła większe wrażenie. Reżyser od razu to zaakceptował – nóż poszedł w zapomnienie, a na ekranie zobaczyliśmy scenę z brzytwą.

Pamiętacie scenę, gdy Żentara wbija widelec w dłoń Buczkowskiego? Oczywiście nie była to prawdziwa dłoń, lecz odlew zrobiony z kauczuku. Efekt był zaskakująco realistyczny.

Premiera w kinach

Film wszedł na ekrany w maju 1983 roku. Rok wcześniej polscy widzowie poznali „Wejście smoka”, dlatego skojarzenia z kinem kung-fu były jeszcze bardzo świeże. Prasa określiła go jako obraz „efektowny”, pełen mocnych spięć i odważnych scen erotycznych. Tytuł i recenzje zrobiły swoje.Film obejrzało w kinach ponad 2 miliony widzów, co uczyniło go jednym z największych polskich przebojów kinowych 1983 roku.

Powrót do lat dzieciństwa