Kubo, taki aparat jest u nas w domu, tylko że cały złoty. Mówiliśmy na niego właśnie "złoty aparat" , żeby odróżnić od innych. Ma czerwony pokrowiec. Leży na wystawce z innymi aparatami (tato zajmował się hobbystycznie fotografią). Jako ciekawostkę dodam, że zakładając do niego kliszę na 36 zdjęć wychodzi z niego 72.
To pudełko wydaje się w sumie mniejsze niż aparat...ale w sumie jak się zastanowić to chyba jednak wejdzie .
Trzymamy w nich malutkie fotografie rodzinne w kolorze sepii.
Och, też miałam taki. Dostałam chyba w siódmej klasie. I te melodyjki. Służył mi do końca liceum, aż brat uznał, że koniec z tym obciachem i kupił mi SEIKO ze wskazówkami, najdroższy model.
Miałam taki zegarek, chyba miał 12 melodyjek, w każdym razie pamiętam, że ustawiłam w budziku inną melodyjkę na każdy dzień dostosowując do dnia - najfajniejsze miałam na sobotę i niedzielę, a najgorsze na dni z najcięższymi lekcjami .
Niesamowite, ale dzisiaj będąc na działce natknęłam się na pewien kijek. Kolor nie mógł mnie mylić - wiedziałam, że to rączka od "Kaśki" do dywanów. Mój tata zachomikował sporo takich gadżetów. Kaśka podtrzymuje krzak georginii.
Cypisek pisze:To wprawdzie nie jest AGD ale...w jednym ze społemowskich barów mlecznych stał taki. Zawsze kupowałem frytki w charakterystycznej społemowskiej torebce oraz napój firmowy-z reguły cytrynowy i przyjemnie schłodzony.
Napój firmowy był pyszny (z frytkami tym bardziej)! Z obecnych wyrobów, najbliższy smakiem jest pomarańczowo-grejfrutowe Cappy.
Chodzi mi ostatnio po głowie takie Coś, nie wiem, jak to nazwać To swego rodzaju stelaż, który ustawiało się na wannie a na tym miskę. Pamiętam bardzo dobrze, że u mnie w domu było to od zawsze a kilkanaście lat temu, gdy rodzice przeprowadzali się z bloków do domu mama nie mogła się pogodzić z utratą tego wynalazku i ciągle powtarzała: "jak ja będę przepierki robiła"
Na wsi ten stelaż miał nóżki i stawiało się na tym miednice w wodą grzaną na piecu.
Natuś-77 pisze:Chodzi mi ostatnio po głowie takie Coś, nie wiem, jak to nazwać To swego rodzaju stelaż, który ustawiało się na wannie a na tym miskę. Pamiętam bardzo dobrze, że u mnie w domu było to od zawsze a kilkanaście lat temu, gdy rodzice przeprowadzali się z bloków do domu mama nie mogła się pogodzić z utratą tego wynalazku i ciągle powtarzała: "jak ja będę przepierki robiła"
Na wsi ten stelaż miał nóżki i stawiało się na tym miednice w wodą grzaną na piecu.
U nas w domu wielka metalowa miska też stała na takim stelażu.Była wygodna,bo nie trzeba było męczyć rąk nad kranem ,woda spływała prosto do miski.Było to dobre rozwiązanie w małych łazienkach.