🎬 Commando (1985) czyli wkurzony tatuś kontra cały świat
Źródło: Nick de Semlyen "Bohaterowie ostatniej akcji"
- Ma pan bagaż podręczny?
- Tylko jego
"Commando" to esencja kina akcji lat 80. – bezkompromisowy, hałaśliwy, przerysowany i... absolutnie niezapomniany. Gdy wideo w Polsce dopiero raczkowało, a kasety krążyły z rąk do rąk, ten film był jednym z tych, które trzeba było zobaczyć. Choćby w kiepskiej jakości, z lektorem „z szafy”, na magnetowidzie marki JVC albo Grundig.
W roli głównej – Arnold Schwarzenegger jako John Matrix, były komandos o ciele ze stali i sercu ojca. Kiedy jego nastoletnia córka zostaje porwana przez najemników, Matrix nie wzywa policji. On sięga po broń, maluje twarz maskującymi barwami i rusza samotnie na wojnę z całym światem. Bo nikt nie drażni wkurzonego tatusia.

🎞️ Sielanka z jeleniem, czyli przed burzą
Początek filmu zaskakuje – Matrix i jego córka (grana przez młodziutką Alyssę Milano) głaszczą jelenia, jedzą lody i rozmawiają o muzyce. Ale ten spokój trwa krótko – gdy dziewczynka zostaje porwana, Matrix wpada w tryb demolki. A demolka w jego wykonaniu to jazda bez trzymanki: wyskakuje z samolotu, wyrywa budkę telefoniczną, demoluje sklep z bronią by na końcu zrobić prawdziwą rzeźnię na tropikalnej wyspie.

🎬 Jak powstał ten szalony film?
Warunkiem powstania filmu było zaangażowanie Schwarzeneggera (który był na fali po „Terminatorze”) oraz trzymanie się budżetu poniżej 12 milionów dolarów. Wśród sterty scenariuszy uwagę przyciągnął jeden – już samym tytułem: "Commando". Choć historia była napisana na poważnie, scenarzysta Steven de Souza dostrzegł w niej okazję, by pokazać Arniego w nowym, lekko komediowym świetle.
Sam Schwarzenegger był początkowo nieco przerażony – film miał pokazywać go nie tylko jako maszynę do zabijania, ale też jako... troskliwego ojca. Na szczęście, kiedy zaczęła się konkretna rozwałka, aktor poczuł się jak ryba w wodzie. Tak bardzo, że większość scen kaskaderskich chciał robić sam. W jednej z nich – przy zakładaniu noża do pochwy – przeciął sobie rękę i trafił do szpitala.

💥 Więcej trupów niż w Rambo
Reżyser Mark L. Lester, po obejrzeniu przedpremierowo „Rambo II”, powiedział:
„Musimy mieć większego kutasa niż Rambo. Musimy zabić więcej ludzi.”
I tak właśnie zrobiono. Scena szturmu na wyspę to istna ekstaza dla fanów VHS-owej jatki. Zabijano statystów, doklejano im wąsy i... zabijano ich ponownie w następnych ujęciach.

🔪 Pojedynek, którego nie miało być
Pierwotnie finałowy pojedynek Matrixa z Bennettem miał wyglądać zupełnie inaczej – zakładano wyścig motorówek i rozwałkę wojskowych instalacji. Jednak kończący się budżet sprawił, że akcję przeniesiono... do piwnicy. Tam doszło do walki na noże i rury, którą zapamiętał każdy fan:

„Spuść trochę pary, Bennett!” – mówi Matrix, przebijając złoczyńcę rurą parową.
📼 Humor, mięśnie i nostalgiczna rzeźnia
„Commando” był radośnie niedorzeczny i właśnie dlatego działał. Każda śmierć poprzedzona była żartem, a Arnie sypał one-linerami jak z rękawa:

„Pamiętasz, jak ci powiedziałem, że zabiję cię na końcu? Skłamałem.”
„Zjadam Zielone Berety na śniadanie.”
Film zarobił ponad 57 milionów dolarów i był prawdziwym hitem kaset VHS. Schwarzenegger nie musiał długo czekać – już wkrótce wciągnął się w dżunglę i stanął twarzą w twarz z Predatorem.
📺 Dla kogo dziś jest „Commando”?
Dla każdego, kto pamięta rozciągnięte taśmy w kasecie, plujące śniegiem kineskopy i wieczorne seanse z zapachem popcornu z piekarnika. „Commando” to film, który nie udaje niczego – daje czystą, bezczelną rozrywkę, jaką kochało pokolenie PRL-owskich wideomaniaków.








