Witaj szkoło!
Witaj nam, szkoło radosna,
grająca dzwonkiem co rano
Tymi słowami kończył się wiersz Tadeusza Kubiaka „Dzień dobry, szkoło”, którego fragment znalazł się na początku podręcznika do języka polskiego dla klasy trzeciej szkoły podstawowej „Bliższe i najbliższe”.

No i stało się.
Jak ten czas leci, prawda? Nie tak dawno rozpoczynaliśmy „Lato naszego dzieciństwa” od „Lata z Radiem”. Chwilę później cieszyliśmy się z zakończenia roku szkolnego, wyjeżdżaliśmy na kolonie i obozy, spędzaliśmy wakacje na wsi i w mieście, oglądaliśmy wakacyjną telewizję i przypominaliśmy sobie smaki tamtych lat.
A potem trzask-prask — i prawie 70 dni wakacji przeleciało jak z bicza trzasnął.
Nadszedł 1 września.
Dla uczniów szkół podstawowych i średnich oznaczało to jedno: koniec wakacyjnej swobody i powrót do szkoły. Z zazdrością można było wtedy spoglądać na studentów.
– Ci to mają dobrze. Jeszcze cały miesiąc wakacji!
No cóż. Kilka czy kilkanaście lat później część z nas mogła osobiście przekonać się, czy życie studenta rzeczywiście było aż tak godne pozazdroszczenia.
Warto przy tym pamiętać, że nie zawsze rok szkolny rozpoczynał się dokładnie 1 września. W latach 70. kalendarz szkolny wyglądał inaczej, o czym pisaliśmy już przy okazji „Wakacyjnej telewizji”.

Biała koszula, granatowa spódnica i pierwszy dzwonek
Pierwszego dnia nie przychodziło się do szkoły tak jak na zwykłe lekcje. Podobnie jak podczas zakończenia roku obowiązywał strój galowy. Biała koszula, ciemne spodnie lub spódnica, szkolna tarcza — tego dnia wszyscy mieli wyglądać odświętnie.
Rozpoczęcie roku zaczynało się zazwyczaj od uroczystego apelu. Był dyrektor, nauczyciele, poczet sztandarowy i przemówienia. W czasach PRL dochodziła do tego oficjalna oprawa właściwa epoce. A ponieważ 1 września przypadała rocznica wybuchu II wojny światowej, podczas uroczystości szkolnych często przypominano również wydarzenia z 1939 roku.

Dopiero później można było rozejść się do klas.
I chyba właśnie wtedy uroczysta część schodziła na dalszy plan. Po dwóch miesiącach znów widziało się swoją klasę — kolegów i koleżanki, z którymi często nie miało się kontaktu przez całe wakacje.
– Gdzie byłeś?
– Na koloniach.
– A ty?
– U babci.
– A Marek?
– Nad morzem.
Było o czym opowiadać.
Wychowawca przypominał najważniejsze informacje organizacyjne, a w końcu pojawiała się rzecz, która potrafiła zadecydować o naszym samopoczuciu na następne miesiące:
plan lekcji
I rozpoczynała się analiza.
Ile razy matematyka? Kiedy WF? Czy jest jakiś dzień z pięcioma lekcjami? A przede wszystkim:
kto wymyślił matematykę na pierwszej lekcji w poniedziałek?! :)

Pierwszaki
Zupełnie inaczej wyglądał ten dzień dla tych, którzy szkolny próg przekraczali po raz pierwszy.
Dla pierwszoklasisty wszystko było nowe: budynek, korytarze, klasa, ławka, wychowawczyni i starsi uczniowie, którzy wydawali się podejrzanie duzi.
W wielu szkołach właśnie podczas uroczystości rozpoczynającej rok odbywało się pasowanie na ucznia. Dyrektor lub nauczyciel dokonywał symbolicznego przyjęcia pierwszaków do szkolnej społeczności. Bywało, że dzieci otrzymywały wtedy szkolną tarczę, a czasem również niewielkie wyprawki — zeszyty, kredki czy plastelinę.
Dla starszych uczniów 1 września oznaczał powrót.
Dla nich był początkiem zupełnie nowego świata.
I tak zaczynał się kolejny rok szkolny. Jeszcze kilka dni wcześniej byliśmy na wakacjach, biegaliśmy po podwórku, kąpaliśmy się w jeziorze, wracaliśmy z kolonii albo od dziadków. Teraz znów staliśmy przed szkołą w odświętnych ubraniach i słuchaliśmy pierwszego po wakacjach dzwonka.
Lato właściwie jeszcze trwało. Słońce potrafiło mocno przygrzewać, dni wciąż były długie, a po lekcjach nadal można było spotkać się z kolegami na podwórku. Ale wszyscy wiedzieliśmy, że wakacje dobiegły końca.

I w tym miejscu również kończy się nasze „Lato naszego dzieciństwa”. Przez ostatnie tygodnie przypominaliśmy sobie zakończenie roku szkolnego, kolonie i obozy, wakacje na wsi i w mieście, telewizyjne lato oraz smaki, które do dziś potrafią przenieść nas o kilkadziesiąt lat wstecz.
Teraz zabrzmiał pierwszy dzwonek.
Wakacje się skończyły. Przed nami było dziesięć miesięcy nauki, klasówek, odpytywania przy tablicy i odrabiania lekcji. Ale gdzieś tam, bardzo daleko, czekał już kolejny czerwiec.
A wraz z nim następne lato naszego dzieciństwa.