Pierwszy wyjazd bez rodziców

Dla wielu dzieci kolonie były pierwszą prawdziwą wyprawą bez mamy i taty. Już sama podróż stanowiła wielkie wydarzenie. Na dworcu kolejowym żegnały nas całe rodziny, a potem rozpoczynała się wielogodzinna podróż pociągiem przez pół Polski. Dla wielu młodych kolonistów była to pierwsza okazja, by zobaczyć morze, góry lub odległe regiony kraju.
Kolonie zakładowe i ośrodki FWP

W czasach PRL-u kolonie letnie były niezwykle popularną formą wypoczynku. Organizowały je przede wszystkim zakłady pracy, szkoły oraz Związek Harcerstwa Polskiego. Wiele dużych przedsiębiorstw posiadało własne ośrodki nad morzem, nad jeziorami lub w górach. Dzieci pracowników kopalń, hut czy stoczni mogły wyjechać na trzytygodniowe wakacje za symboliczną opłatą.
Nie wszystkie kolonie odbywały się jednak w nowoczesnych ośrodkach. Często uczestników zakwaterowywano w budynkach szkolnych, które na czas wakacji zamieniały się w prowizoryczne internaty. Zdarzały się również kolonie pod namiotami.
Dzień kolonisty

Kolonijny dzień miał swój stały rytm. Pobudka, poranna toaleta, śniadanie i apel rozpoczynały kolejne godziny pełne zajęć. Organizowano gry sportowe, konkursy plastyczne, podchody, ogniska oraz zajęcia świetlicowe. Nie brakowało także obowiązkowych wycieczek do okolicznych atrakcji turystycznych.
Na stołówce królowały proste posiłki. Wielu uczestników do dziś pamięta obowiązkową zupę mleczną na śniadanie, kompot do obiadu oraz suchy prowiant wydawany przed całodniowymi wycieczkami.
Pocztówki do domu

W czasach, gdy nie było telefonów komórkowych ani internetu, jedyną formą kontaktu z rodziną były listy i pocztówki. Niemal każdy kolonista choć raz usiadł przy stoliku z długopisem w ręku, by napisać kilka słów do rodziców lub dziadków. Charakterystyczne kartki z widokami nadmorskich kurortów czy górskich miejscowości przez wiele lat przechowywano później w rodzinnych pamiątkach.
Dyskoteki i pierwsze wakacyjne sympatie
Dla starszych uczestników kolonii jednymi z najważniejszych wydarzeń były wieczorne dyskoteki. Przy dźwiękach największych przebojów tamtych lat rodziły się pierwsze wakacyjne przyjaźnie, a czasem nawet dziecięce zauroczenia. Niektóre znajomości kończyły się wraz z ostatnim dniem turnusu, inne trwały jeszcze długo po powrocie do domu dzięki listom wymienianym między kolonistami.
Wspomnienia na całe życie

Choć warunki bywały skromne, a regulamin potrafił dać się we znaki, wielu uczestników wspomina dziś kolonie z ogromnym sentymentem. Były pierwszym krokiem ku samodzielności, okazją do poznania nowych przyjaciół i przeżycia przygód, które na długo pozostawały w pamięci. Dla całego pokolenia dzieci wychowanych w PRL-u kolonie letnie stały się jednym z najważniejszych symboli wakacji.