szkolna waluta lat 90.

karteczki do segregatorów - zwierzątka i postacie

Były kolorowe, pachnące, brokatowe, małe, duże, zwyczajne i takie, których za żadne skarby nie chciało się nikomu oddać. W latach 90. niepozorne karteczki wkładane do segregatorów rozpętały w polskich szkołach prawdziwe kolekcjonerskie szaleństwo.

Bo segregator z karteczkami nie służył tylko do oglądania. Był kolekcją, przedmiotem dumy, a podczas szkolnych przerw zamieniał się niemal w... portfel.

Najpierw był segregator

Na początku lat 90. w sklepach zaczęły pojawiać się kolorowe segregatory z wymiennymi wkładami. Początkowo były to zwyczajne kartki przeznaczone do pisania. Później pojawiły się wersje kolorowe, następnie ozdobione niewielkimi rysunkami, aż w końcu grafika zajęła niemal całą powierzchnię kartki.

karteczki do segregatorów - Bolek i Lolek oraz Disney

I wtedy okazało się, że szkoda na niej cokolwiek pisać. Znacznie lepiej było ją... zbierać.

W sprzedaży pojawiały się całe zestawy karteczek w różnych formatach. Producenci szybko zorientowali się, że najlepiej sprawdzają się motywy, którymi akurat żyły dzieci i nastolatki.

Na karteczkach można więc było znaleźć bohaterów Disneya, Barbie, Kaczora Donalda, słodkie zwierzęta i krajobrazy. Później pojawiali się bohaterowie aktualnych kinowych przebojów, a także gwiazdy muzyki. Spice Girls, Backstreet Boys, Michael Jackson czy bohaterowie „Titanica” mogli wylądować w szkolnym segregatorze tuż obok dalmatyńczyków, Króla Lwa albo uroczego kotka.

Pokaż, co masz!

Prawdziwe życie karteczek zaczynało się jednak dopiero po przyniesieniu ich do szkoły.

Na przerwach otwierały się segregatory i rozpoczynał handel.
– Masz jakieś nowe?
– Pokaż.
– Tej nie wymieniam.
– A za dwie?
– Nie ma mowy!

karteczki do segregatorów - postacie z Króla Lwa

Dzieci stworzyły własny rynek, który miał zasady zrozumiałe przede wszystkim dla jego uczestników.
Jedna karteczka mogła być warta jednej karteczki. Ale już za większą, ładniejszą albo trudniejszą do zdobycia trzeba było oddać dwie, trzy lub jeszcze więcej.
Szczególną wartość miały egzemplarze nietypowe: brokatowe, pachnące, sprowadzone z zagranicy albo takie, których prawie nikt inny nie posiadał.

To już nie był zwykły kawałek papieru.

To był **unikat**.

Tych nie dotykaj!

Najcenniejsze okazy trzeba było odpowiednio chronić. Zamiast wpinać je bezpośrednio do segregatora, wkładało się je do przezroczystych foliowych koszulek.
I bardzo dobrze, bo segregator przechodził w szkole przez wiele rąk.
Każdy chciał obejrzeć kolekcję, przekładał kolejne strony, wskazywał palcem interesujące go egzemplarze i rozpoczynał negocjacje.
Właściciel musiał przy tym pilnować swojego skarbu. Szczególnie cenne karteczki najlepiej było mieć na oku, bo szkolne giełdy nie zawsze działały według zasad uczciwego handlu.

karteczki do segregatorów - różne motywy

Szkolna lekcja biznesu

Wymiana karteczek była prawdopodobnie jedną z pierwszych lekcji ekonomii, jakie przechodziło dziecko.
Trzeba było wiedzieć, co jest popularne, czego jest dużo, czego mało i czego akurat poszukują inni.
Można było również próbować przekonać kolegę, że jego karteczka wcale nie jest taka cenna, jak mu się wydaje...
...szczególnie jeśli samemu bardzo chciało się ją zdobyć.

Najbardziej doświadczeni kolekcjonerzy doskonale wiedzieli, co położyć na początku segregatora, czego nie pokazywać zbyt chętnie i za co można zażądać kilku innych karteczek.

Wall Street miało akcje. My zaś mieliśmy segregatory.

Wyprawa do papierniczego

Nowa dostawa karteczek w sklepie papierniczym oznaczała kolejne emocje. Jeśli pojawiła się nowa seria, trzeba było sprawdzić, jakie wzory trafiły do sprzedaży i czy jest wśród nich coś, czego jeszcze nie mieliśmy.

Problem polegał na tym, że w zestawach trafiały się powtórki. I właśnie wtedy zaczynał się cały mechanizm od początku. Powtórka nie była przecież całkowicie bezużyteczna. Można ją było zabrać do szkoły i spróbować wymienić na brakujący wzór.

A jeśli trafiliśmy na coś naprawdę rzadkiego?

Taka karteczka mogła natychmiast awansować do grona największych skarbów kolekcji.

Pewnego dnia po prostu przestaliśmy je przynosić

Moda na karteczki przetrwała jeszcze kolejne lata. Zmieniały się filmy, zespoły i bohaterowie, więc zmieniały się również nadruki. Pojawiały się kolejne dziecięce fascynacje, a wraz z nimi nowe serie do zbierania.

A potem wydarzyło się coś dziwnego.

Nie było żadnego oficjalnego zakończenia mody. Nikt nie ogłosił ostatniego dnia zbierania karteczek.
Po prostu któregoś dnia segregator został w domu.
Potem został tam następnego dnia.
A później trafił do szuflady, szafy albo na strych.

Dzisiaj, po kilkudziesięciu latach, niektóre z tych segregatorów znowu są wyciągane. Dawni właściciele przeglądają swoje kolekcje, a karteczki pojawiają się na aukcjach i portalach sprzedażowych.

I nagle okazuje się, że ten niepozorny segregator jest czymś więcej niż kolekcją kolorowych kawałków papieru.

Wystarczy otworzyć pierwszą foliową koszulkę, żeby przypomnieć sobie szkolny korytarz, przerwę między lekcjami i najważniejsze pytanie dnia:

** – Wymieniasz się? **

karteczki do segregatorów - głównie Disney